|
piątek, 20 stycznia 2012
No i Suzanka pierwszą zdrapkę dziś zaliczyla..;) Nie wiem o co kaman, ale piątek trzynastego byl zdaje sie tydzień temu. W każdym razie dziś, spiesząc się do kolezanki, któej mialam się przez godzinę zajać małym pieskiem, przerysowałam jakiegos starego Tikolca. szybko usunełam się z miejsca zbrodni (wiem, wiem, tak sie nie robi) i zaparkowałam przy sąsiednim bloku. Tikolec chyba nawet nie zauważy, bowiem stary i brudny był jak noc, no dobra, nawet jak zauważy, to jemu i tak nic nie będzie. No ale moja Suza.. Na szczęście blacha ucierpiała mało, tylko w jednym miejscu, więcej wziął na siebie zderzak, ale -choroba-mam wrażenie,że zamiast lepiej, idzie mi z tą jazdą coraz gorzej. Wczoraj strąbiło i zbluzgało mnie dwóch taksiarzy a przy parkowaniu samochód gasł mi chyba z siedemnaście razy. Wróciłam do chaty, przespalam się troche, posprzątałam conieco i jakos mi się lepiej zrobiło.
wtorek, 17 stycznia 2012
Cieszyłam sie, że Bozia śniegu nie zesłała, no i w końcu Jej się odmieniło. Na razie nie ruszałam Suzanny, aczkolwiek jutro jakis wyjazd pewnie się szykuje. Oswajam się z kierownicą, wdzięcznie zaliczając kolejne fakapy, jak na rasową blondynkę przystało. Dostało mi się już parasolką, którą pogroziła mi babcia, której o mało co nie przejechałam, strąbili mnie już nie wiem ile razy. Kilku panów spojrzało na mnie z lekkim takim pobłażaniem, paru stukneło się w czoło. No muszę tego liścia kupić,no. A poza tym z nowym rokiem zapadam w sen zimowy. nie słyszę rano budzika, mimo że kładę się ostatnio o bardzo rozsądnych porach. za mało ruchu,za dużo kawy. Czas iść na łyżwy.
piątek, 06 stycznia 2012
Nowy rok poprzedziła dość mocno zakrapiana impreza sylwestrowa, która nalezała do całkiem udanej, chyba trochę w przeciwieństwie do tego, co nastąpiło tuż po niej. Nie pytajcie co to bylo, bo dla mnie to żenada ledwie zaczynajacego sie roku, być może trochę z mojej winy. To znaczy nie ja byłam żenująca, ale poniekąd wpłynęłam na żenujące zachowanie kogos z mojego bliskiego otoczenia. Jezeli tak rok się rozpoczął, zastanawiam się, co dalej może nastąpić, liczyłabym wprawdzie na zmiany, aczkolwiek jakieś takie pozytywne. Bozia chyba trochę nade mną czuwa, nie zsyłając na ziemię śniegu i umożliwiajac mi treningi samochodowe. Choć na fejsbuku pisza, że to ze względu na Euro, coby jakoś tam powyrabiali sie z tymi wszystkimi budowami. Nieważna przyczyna, ważny skutek. narciarzem nie jestem, wiec na śnieg nie czekam jak na zmiłowanie, aczkolwiek deprecha od szarzyzny oczywiscie się pojawia. Aby ją zmniejszyć, kupiłam sobie mocno żółty płaszcz, któy chyba pozytwnie działa, bo nawet jacyś faceci zaczynają sie za mną oglądac na ulicy. W tym roku odpuszczam podsumowania i te wszystkie new year resolutions. kompletnie bez sensu. i tak nawet o tym potem nie pamietam, to zycie bardziej zmusza mnie do podjęcia określonych kroków. albo czasem coś dzieje się przez przypadek. i tak o, takim to kowalem własnego losu jestem. Wybaczcie tę zgryźliwość, ale taki mam nastrój dziś. no, wracam do planowania łazienki.
wtorek, 13 grudnia 2011
Koniec z: -spóźnianiem się na autobus -"miłymi" spotkaniami z kanarami -przymusowym ocieraniem się o współpasażerów zatłoczonego wagonu -marznięciem na przystankach -traceniem czasu na dojazdy, przejazdy, przesiadki -byciem zależną od M. -drałowaniem na piechote tam, gdzie już nic nie dojeżdża -koniecznością znoszenia pijaczków, nieumytych bab i spoconych kolesiów w nieklimatyzowanych autobusach -lataniem biegiem (ha!) do przystanku Bo już mam super, ekstra, piękne, boskie, MOJE autko:))
niedziela, 13 listopada 2011
Powoli dojrzewam do kupna auta. Nie pytajcie mnie czy już opanowałam sztukę jazdy, bo to temat drażliwy, ale -zakladam - że jak bede mieć swój samochód, to jakostam się nauczę. Jadę obejrzeć auto. W ogłoszeniu: „pierwszy właściciel. auto kupione w salonie”. Prezentacja: „I po sprowadzeniu…” Ja: „jak to po sprowadzeniu? To pan nie jest pierwszym właścicielem?” –jestem. Pierwszym w Polsce. No więc, jak mówię, po sprowadzeniu był o tutaj puknięty, i teraz go zrobiliśmy z kolegą… -to pan go puknął? -nie ja,tylko ten pan, co go sprowadził -no ale przed chwilą pan powiedział, że to pan jest pierwszym właścicielem w Polsce. -no tak, bo ten pan, co go puknął, to praktycznie nim nie jeździł, bo go zaraz puknął -no dobrze, to pan pokaże jakieś papiery.. -to znaczy, teraz nie mam, bo sa u tego kolegi, co go kupił. -jak to, przecież mówił pan,że to pan jest właścicielem -no jestem, tak jakby, ale w dokumentach jest kolega…
poniedziałek, 31 października 2011
Przestałam myślec już o wakacjach i o tym,że uda mi się w tym roku wyjechać na jakiś wywczas, no to wywczas przyjechal do mnie. dziś mam taki widok za oknem:
wtorek, 18 października 2011
Nie chcę narzekać, ale obserwując to, co dzieje się na ulicach Warszawy, nie sposób napisac coś pozytywnego. Ja rozumiem-euro, polska w budowie, te sprawy, ale -czy można robić to z jakimś choc minimalnym pomyślunkiem? Cztery wiaty przystankowe za -bagatela - 7 baniek, rok po remoncie samego ukladu przystanków na Bankowym. Kasa-to raz, organizacja (a raczej dezorganizacja) - przejazdyu i przejścia --po raz kolejny - to dwa. Miesiąami ciągnące sie odbiory gotowych tras, bo sie urzedy nie dogadały. Zamknięcie świetokrzyskiej. Zamknięcie Targowej i placu Wileńskiego.To juz woła o pomste do nieba. Sprytnie sobie wymyślili,żeby nie robić tego przed wyborami, bo w wawie chyba byłby inny wynik... A rzecznik Hanki z rozbrajajacym uśmiechem mówi "nie jest rpzeciez najgorzej, za kilka dni zamieszanie się zmniejszy". Taa.. Za chwilę wyruszam do wawy, aż się boję, bo to chyba bedzie podbój prawie dzikiego zachodu.
poniedziałek, 05 września 2011
Dwie trójki to dobry układ cyfr. pod 33 mieszkałam przez pierwsze 18 lat swojego życia, które może nie były najszczęśliwsze, ale jednak to był mój rodzinny dom. Teraz numerek ten będzie mi towarzyszył przez następny rok. Zakładam że będzie to dobry rok. Ty razem urodziny udało mi się spędzić w miłej toruńskiej atmosferze, odpoczywając. Po ubiegłym roku zdecydowana poprawa, zakładam więc że i cały rok będzie bardziej udany i trochę lżejszy. Wciąż walczę z materią pracową, ale zauważam ze idzie mi coraz lepiej. Pozostało jeszcze parę klocków do ułożenia. Myslę jednak że posuwam się do przodu, choć oczywiście zalezy jak na moje życie patrzeć-być może jednak robię krok wstecz. Nie chcę jednak tak myśleć i tak zakładać, nie moge sobie na to pozwolic. Wiem, że idę w dobrym kierunku, choć tymczasowości pozbyć się nadal nie umiem. Musi być jednak dobrze.
środa, 31 sierpnia 2011
Wczoraj usłyszałam od klientki coś miłego. Klientka ok 50, mąż-jakis dość wysoko postawiony manago który zarabia na "fanaberie" żony. Bardzo był przeciwny zatrudnianiu projektanta, twierdząc że to wyrzucanie kasy. Przy pierwszych rozmowach ze mną, ustalaniu harmonogramu itp. był bardzo sceptyczny i na każdym kroku powtarzał że "on zarządza ludźmi" i wie jak przeprowadzic cały proces, próbując przy tym ustalać terminy na cito. Był przekonany że remont jest lekki łatwy i przyjemny i szybko pójdzie "no bo on sobie z ludźmi radzi" (to na moje uwagi że fachowcy sa różni i nie można wierzyć w ich cudowne któtkie terminy i zaskakująco niskie ceny-na szczęście nie wzieli mojej ekipy więc na mnie nie było;). W sumie główny kontakt miałam z kobietą, z nim rozmawiałam sporadycznie. Dziś kończymy pracę nad wykończeniem tego mieszkania. Oczywiście wszyskto sie przedłużyło, pojawiły się niespodziewane problemy które trzeba było rozwiązać, czyli - zupełna normalka:) I wczoraj na moje pytanie jak mąż zapatruje się na remont, efekty i współpracę ze mną odparła: No przyznaje że bez Pani byśmy sobie nei poradzili. Mąż zupełnie stwierdził że nie umiałby załatwić z ekipą dokonania poprawek i "kilku" innych "drobiazgów" jakie po drodze się narodziły. Wniosek: nie każdy megnago umie gadać z majstrem;) A poniżej w ramach promo kilka najnowszych projektów
niedziela, 28 sierpnia 2011
Dobrze czułam pismo nosem. Od pierwszego spotkania klient mi się nie spodobał. Pomijajac, że był z kategorii "burak" (to akurat można wytrzymać), to był także z kategorii "JaWiemWszystkoNajlepiejBoSieZnamIWogole" i to juz było bardzo kiepskie. No ale postanowiłam podpisać umowę, bo to była duża powierzchnia i wyzwanie dla mnie oraz praca na trochę droższych materiałach. No i oczywiście niemała kasa:) Facet podpisał umowę bez problemu, ale jak się potem okazało, nie umie czytać. Nie umie też słuchać, niby zgodził sie na wszyskie ustalenia (które zresztą wspólnie poczyniliśmy) a potem nagle żądał pełnego projetu w miesiąc, wytykajac mi przede wszyskim niekompetencję. ROBOCZE rysunki chciał oceniac jako WYKONAWCZE, no a przede wszyskim na 1 spotkaniu w ktorym pokazywałam koncepcje czulam się elementem zbednym. Miałam nawet ochotę po 10 min. podziękowac i wyjść i nie wiem czemu tego nie zrobiłam od razu. No ale jak wczoraj z nim sobie porozmawiałam przez telefon i to on pierwszy powiedział o rozstaniu a ja na to ochodzo "ok", to szczena mu opadła bo mysłał że będę sie składać i nie wiem co jeszcze. Kurcze, ale ciesze się że przynajmniej nie opuściły mnie resztki intuicji. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||