Nie ma prawdy obiektywnej. Jest tylko subiektywna. I taką tu opisuję.
środa, 21 marca 2012

Kilka dni w Wiedniu dobrze mi zrobilo. Całkiem ciekawe targi, zachwyt nad znakomita komunikacją i wypolerowanymi samochodami oraz przypadkowe odkrycie świetnej pasty z tuńczyka za 1 euro, która - obok wiedenskiego sznycla - okazala się przebojem kulinarnym wyjazdu. W przeciwieństwie do wiedenskiego torcika, ktory jest moi mili przereklamowanym przeciętnym ciastkiem.

niedziela, 19 lutego 2012



Dla Ciebie.

23:36, bergamotka11 , codziennostki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 lutego 2012

Czuję się wymięta. Taka jakby wczorajsza, co nie znaczy skacowana. Przyszedł okres niewiary w siebie i w to, co robię. Wiem, to minie, bo jeśli mam zostać w tym zawodzie, to wiara w siebie jest absolutną podstawą. A zostać zamierzam. Bo właściwie nie widzę już innej opcji dla siebie. WIem tylko, że musze się jeszcze dość dużo nauczyć ale dostrzegam konieczność zatrudnienia kogoś, jeśli mam się rozwijać.

A póki co nie jestem pewna swoich decyzji, organizacyjnie nadal leżę  i tak jakoś wszystko wydaje mi się do kitu....

Mam tylko nadzieję, że te myśli jakoś ten mróz zamrozi i wyśle na syberię. Bo ja ich już nie chcę.

20:09, bergamotka11 , codziennostki
Link Komentarze (3) »
środa, 01 lutego 2012

Wzięło mnie dziś na wspominki. Gdzieś przypomniane stare zdjęcie uruchomiło lawinę myśli o tym, jak to kiedys bywało i co by było gdyby. Zaczełam przegladać stare albumy myśląc o czasach, w których zostały zrobione różne zdjęcia. W głowie przypominają się pewne okresy, które dawno stanowią juz zamkniętą księgę i te nowsze, które pozostają jeszcze otwarte, choć nie powinny.

Czy żałuję tych zlych okresów, w których wydawało mi się, że już nic dobrego mnie nie może spotkać? Co byłoby, gdyby spełniły się wszystkie moje ówczesne marzenia i bylabym wówczas tam, gdzie chciałam być?

Chyba niczego nie żałuję. Wbrew pozorom-najfajniejsze czasy i miejsca to te, w których znalazłam się trochę przez przypadek. W których nie chcialam być, ale które myslę że wykorzystałam w fajny sposób. Które ukształtowały mnie i spowodowały, że dziś jestem tym, kim jestem.

Gdyby wszystko szło jak po maśle, życie byloby nudne i zbyt przewidywalne. A tak przynajmniej coś się dzieje, no i "cierpienie uszlachetnia". Ja tylko zastanawiam sie, na ile my realnie mamy wpływ na nasze życie. W moim przypadku- de facto skoro pewne przypadki mnie w dużym stopniu ukształtowały, to po co tak naprawdę wysilam się i staram kierować swoim życiem? Może w ogóle nie mam intuicji? Może podejmuję złe decyzje?

Ale co, czy można ot tak nie robić nic, czekac tylko na to, co los nam przyniesie? Nie leży to w mojej naturze

piątek, 20 stycznia 2012

No i Suzanka pierwszą zdrapkę dziś zaliczyla..;) Nie wiem o co kaman, ale piątek trzynastego byl zdaje sie tydzień temu. W każdym razie dziś, spiesząc się do kolezanki, któej mialam się przez godzinę zajać małym pieskiem, przerysowałam jakiegos starego Tikolca. szybko usunełam się z miejsca zbrodni (wiem, wiem, tak sie nie robi) i zaparkowałam przy sąsiednim bloku. Tikolec chyba nawet nie zauważy, bowiem stary i brudny był jak noc, no dobra, nawet jak zauważy, to jemu i tak nic nie będzie. No ale moja Suza.. Na szczęście blacha ucierpiała mało, tylko w jednym miejscu, więcej wziął na siebie zderzak, ale -choroba-mam wrażenie,że zamiast lepiej, idzie mi z tą jazdą coraz gorzej. Wczoraj strąbiło i zbluzgało mnie dwóch taksiarzy a przy parkowaniu samochód gasł mi chyba z siedemnaście razy.

Wróciłam do chaty, przespalam się troche, posprzątałam conieco i jakos mi się lepiej zrobiło.

wtorek, 17 stycznia 2012

Cieszyłam sie, że Bozia śniegu nie zesłała, no i w końcu Jej się odmieniło. Na razie nie ruszałam Suzanny, aczkolwiek jutro jakis wyjazd pewnie się szykuje.

Oswajam się z kierownicą, wdzięcznie zaliczając kolejne fakapy, jak na rasową blondynkę przystało. Dostało mi się już parasolką, którą pogroziła mi babcia, której o mało co nie przejechałam, strąbili mnie już nie wiem ile razy. Kilku panów spojrzało na mnie z lekkim takim pobłażaniem, paru stukneło się w czoło.

No muszę tego liścia kupić,no.

A poza tym z nowym rokiem zapadam w sen zimowy. nie słyszę rano budzika, mimo że kładę się ostatnio o bardzo rozsądnych porach. za mało ruchu,za dużo kawy. Czas iść na łyżwy.

piątek, 06 stycznia 2012

Nowy rok poprzedziła dość mocno zakrapiana impreza sylwestrowa, która nalezała do całkiem udanej, chyba trochę w przeciwieństwie do tego, co nastąpiło tuż po niej. Nie pytajcie co to bylo, bo dla mnie to żenada ledwie zaczynajacego sie roku, być może trochę z mojej winy. To znaczy nie ja byłam żenująca, ale poniekąd wpłynęłam na żenujące zachowanie kogos z mojego bliskiego otoczenia. Jezeli tak rok się rozpoczął, zastanawiam się, co dalej może nastąpić, liczyłabym wprawdzie na zmiany, aczkolwiek jakieś takie pozytywne.

Bozia chyba trochę nade mną czuwa, nie zsyłając na ziemię śniegu i umożliwiajac mi treningi samochodowe. Choć na fejsbuku pisza, że to ze względu na Euro, coby jakoś tam powyrabiali sie z tymi wszystkimi budowami. Nieważna przyczyna, ważny skutek. narciarzem nie jestem, wiec na śnieg nie czekam jak na zmiłowanie, aczkolwiek deprecha od szarzyzny oczywiscie się pojawia.

Aby ją zmniejszyć, kupiłam sobie mocno  żółty płaszcz, któy chyba pozytwnie działa, bo nawet jacyś faceci zaczynają sie za mną oglądac na ulicy.

W tym roku odpuszczam podsumowania i te wszystkie new year resolutions. kompletnie bez sensu. i tak nawet o tym potem nie pamietam, to zycie bardziej zmusza mnie do podjęcia określonych kroków. albo czasem coś dzieje się przez przypadek. i tak o, takim to kowalem własnego losu jestem.

Wybaczcie tę zgryźliwość, ale taki mam nastrój dziś.

no, wracam do planowania łazienki.

wtorek, 13 grudnia 2011

Koniec z:

-spóźnianiem się na autobus

-"miłymi" spotkaniami z kanarami

-przymusowym ocieraniem się o współpasażerów zatłoczonego wagonu

-marznięciem na przystankach

-traceniem czasu na dojazdy, przejazdy, przesiadki

-byciem zależną od M.

-drałowaniem na piechote tam, gdzie już nic nie dojeżdża

-koniecznością znoszenia pijaczków, nieumytych bab i spoconych kolesiów w nieklimatyzowanych autobusach

-lataniem biegiem (ha!) do przystanku

Bo już mam super, ekstra, piękne, boskie, MOJE autko:))

niedziela, 13 listopada 2011

Powoli dojrzewam do kupna auta. Nie pytajcie mnie czy już opanowałam sztukę jazdy, bo to temat drażliwy, ale -zakladam - że jak bede mieć swój samochód, to jakostam się nauczę.

Jadę obejrzeć auto. W ogłoszeniu: „pierwszy właściciel. auto kupione w salonie”. Prezentacja: „I po sprowadzeniu…” Ja: „jak to po sprowadzeniu? To pan nie jest pierwszym właścicielem?”

–jestem. Pierwszym w Polsce. No więc, jak mówię, po sprowadzeniu był o tutaj puknięty, i teraz go zrobiliśmy z kolegą…

-to pan go puknął?

-nie ja,tylko ten pan, co go sprowadził

-no ale przed chwilą pan powiedział, że to pan jest pierwszym właścicielem w Polsce.

-no tak, bo ten pan, co go puknął, to praktycznie nim nie jeździł, bo go zaraz puknął

-no dobrze, to pan pokaże jakieś papiery..

-to znaczy, teraz nie mam, bo sa u tego kolegi, co go kupił.

-jak to, przecież mówił pan,że to pan jest właścicielem

-no jestem, tak jakby, ale w dokumentach jest kolega…



poniedziałek, 31 października 2011

Przestałam myślec już o wakacjach i o tym,że uda mi się w tym roku wyjechać na jakiś wywczas, no to wywczas przyjechal do mnie.

dziś mam taki widok za oknem:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Tagi