Nie ma prawdy obiektywnej. Jest tylko subiektywna. I taką tu opisuję.
sobota, 30 stycznia 2010

Dzis od rana boli glowa:( Nie sprzyja to kreatywnosci, ale w koncu mamy weekend:) Dzis z pracowych rzeczy zamowilam tylko kafle pod prysznic, ktore M. bedzie musial w przyszlym tygodniu zawiezc na budowe (jeszcze o tym nie wie). I tak kolejny raz mamy do czynienia z sytuacja, w ktorej rozsadek i logika podpowiada mi aby wsiasc za kierownice, a jakis nieuzasadniony demon lękowy woła NIE!!! No tak, ale tlumacze sobie, ze nie mam wlasnego auta, a na kupno sie na razie nie zanosi;)

Plan dzialan:

-w przyszlym tygodniu melduje sie w W.

-nastepnie rejestruje jako bezrobotna

-po czym zapisuje sie w kolejke do szkolenia "ABC przedsiebiorczosci"

-po szkoleniu skladam wniosek

-dostaje pieniądze

-i zakladam firme

A potem juz rózowa sielana, zamowienia płyna drzwiami i oknami, chajs na konto plynie i zyc nie umierac;)

Swoja droga to troche bzdura, by aby dostac dotacje, obowiazkowo trzeba bylo odbyc szkolenie o przedsiebiorczosci... Ludzie, ja konczylam ZARZADZANIE. Ale wez i wytlumacz to pani w urzedzie...Chyba trzeba ja wyslac na szkolenie ABC logiki...

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Jeszcze do wczoraj bylam przekonana ze wezme te robote. Ba, nawet do dzisiaj rana. Nie wiem co w koncu sie stalo, ze podjelam decyzje przeciwna.
Moze to glupie. moze powinnam brac jak daja. mam mnostwo watpliwosci caly czas. moze wlasnie podjelam najgorsza decyzje w moim zyciu zawodowym?
Ale jak sobie pomyslalam, ze mialabym zaczynac cos, na co z gory nie mam ochoty, co mnie nie kreci i nie sprawia satysfakcji, nie sprawdzajac jak to jest tak naprawde sprobowac wlasnej firmy...
Rozmawialam dlugo z headhunterka, ktora poiwedziala ze jest zdziwiona, bo kryzys trwa dalej, bo nie wiadomo co bedzie czy sie poglebi czy zniknie, bo widziala ze marketing jest dla mnie wazny, bo projektowanei bylo dobre pare lat temu a teraz bedzie ciezko... Ze raczej nie wrozy mi szansy na sukces.. Ze do marketingu bedzie mi ciezko wrocic....
hmmm, no i teraz nie tylko sobie ale i tej pani musze udowodnic ze mi sie uda....
sobota, 23 stycznia 2010
I po co ja chodziłam na te rozmowy rekrutacyjne? Po co wysłałam to CV? Po co powiedziałam, że chcę dość wysoką kasę dostać (jeszcze takiej nie miałam do tej pory)?
Bo jak sie nie starasz i ci nie zależy, to ci najlepiej wychodzi.
Nie spinasz sie i nie wysilasz, na rozmowy chodzisz od tak od niechcenia i przez to jesteś naturalny/naturalna, dzięki temu możesz pokazać swoje najlepsze cechy.
I cholera od początku czułam że mnie wybiorą. No, gdyby mi zrobili testy analityczne, to pewnie bym nie przeszła (zawsze na takich polegałam).
Branża nie wymarzona, powrót na stare śmieci, raczej jakis duży rozwój sie nie zapowiada.
Ale comiesięczna stała pensyjka kusi, oj kusi... Wreszcie bysmy rządzili góre mieszkania no i w ogole.... A klientów nowych na razie w Fabryce nie ma...
Tylko że. Jeśli tam pójde, to będzie to dla mnie porażką w jakimś sensie, no bo w gruncie rzeczy decyzje podjełam, ale cały czas byłam jednak w stanie zawieszenia... Ale jesli znów się zaetatuję, to trudno będzie tak samej zrezygnować, w każdym momencie będzie to przecież ryzyko... A nowa potencjalna robota w ogole mnie nie kreci, na dodatek jestem leniuchem, mam problem z koncentracją, zlecenie w toku...
No. Do poniedziałku mam o czym mysleć.
W dupe jeża.

czwartek, 21 stycznia 2010
Siedze od poniedzialku w domu, nie wychylajac nosa z chalupy. I wcale mi sie to podoba:) Zwazywszy na aure i moj pociagajacy ostatnio charakter, do tego utrata glosu -chyba takie wygrzanie jest wskazane.
Wiec teraz Wy wszyscy etatowicze, ktorzy zrywacie sie codziennie skoro swit, skrobiecie swoje samochody tudziez marzniecie na przystankach- zazdrosccie mi blogiego lenistwa:)

No, ale ani o blogim, ani o lenistwie nie ma mowy, dziergam kolejne wersje salonu, negocjuje ceny kibli i kloce sie ze wspolniczka o strukture na scianie (ale akurat klotnie tworcze sa pozadane).

Do tego jeszcze mala fuszka zwiazana zupelnie z czyms innym. Do tego potrzebuje telefonu stacjonarnego. No to w poniedzialek zadzwonilam do Tepsy, zeby odblokowac linie (mamy neostrade, a zeby miec neostrade trzeba bylo zalozyc telefon, ktory... mozna bylo zablokowac...za oplata oczywiscie).
No wiec teraz chce to odblokowac. Zgloszenie przyjete w poniedzialek, do srody mieli zrobic (kurcze czy to takie skomplikowane ze potrzeba na to az 2 dni??). Dzis czwartek a w sluchawce nadal pusto. Dzwonie na blekitna linie, tam pani mowi, ze za to zgloszenie odpowiada pan marek jakis tam, ze ona do niego pisze maila, zeby sie zajal sprawa (a ona nie mogla sie zajac??albo mnie przelaczyc?) i ze do mnie oddzwoni. I dzis oddzwonil (nagral sie na sekretarke), ze wlasnie wyslal maila do ekipy technicznej z ponagleniem...
I co i pewnie zaraz zadzwoni powiedziec, ze ekipa techniczna wyslala maila lokalnej ekipie technicznej, ktora to wyslala maila dyzurujacemu technikowi, ktory to nie zajal sie sprawa bo skonczyl dyzur, ale zdazyl wyslac maila do swojego zmiennika....
Ech, a jak kiedys zalatwiano sprawy, w dobie przed poczta elektroniczna?
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Oto pare fotek naszej najnowszej realizacji - mieszkanie 3 pokojowe dla pary. Robilysmy projekt funkcjonalny, rozmieszczenia mebli, dobor materialow, kolorystyke, dobor mebli, projekt szaf i regalow.










Weekend, mimo mrozu, spedzilismy w bardzo cieplym towarzystwie i otoczeniu.
Wybralismy sie do mojego Miasta Studenckiego-Torunia.
Za kazdym razem, kiedy tam jestem, lezka w oku sie kreci i przed oczami staja obrazy sprzed lat. Patrze na Torun i widze, jak powoli sie zmienia. Powstalo profesjonalne kino z popcornem, galeria handlowa.... Ale zostalo tam to co najwazniejsze- dusza tego miasta i ludzie.
Za kazdym razem, gdy odwiedzam moje przyjaciolki, obiecujemy sobie ze bedziemy sie czesciej widywac. A potem znowu pol roku, rok niewidzenia, czas biegnie, na kolejne weekendy trudno sie zgrac...
Tak sobie mysle, czy warto tak pedzic...Czy ta cywilizacja nie wymusza na nas (albo zbyt latwo sie poddajemy) niewlasciwe wybieranie priorytetow? Wir obowiazkow, praca, kredyt... A przez to relacje ludzkie staja sie coraz plytsze.
Z moimi dziewczynami mam tak, ze chocbysmy nie widzialy sie dlugo, zawsze mamy o czym gadac i rozumiemy sie b. dobrze. Ciesze sie ze M. je polubil i ze one polubily M. i ze dobrze sie rozumiemy.
Wyjazd do Torunia byl owocny takze z powodu zawodowego. Otrzymalam od kolegi piekne zdjecia naszej realizacji, ktore robil w grudniu.
Zaraz je zamieszcze:)
czwartek, 14 stycznia 2010
Ledwie napisalam o moich problemach z oficerkami na blogu, a tu... stał sie cud.
Wchodze do sklepu, patrze, a tam... stoja MOJE oficerki.
Moj rozmiar dostepny
Dobrze leza
Ocieplane (no nie jest to typowy cieply mis, ale zawsze cos)
Dlugie
Ladnie mi w nich noga wyglada
Proste
Czarne
Eleganckie
:))))
15:40, bergamotka11 , codziennostki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 12 stycznia 2010
Najlepszy sposob dla kobiety to wiadomo - zakupy. A jesli do tego upoluje sie piekne, czarne, smulke, dlugie, proste i eleganckie oficerki. Wtedy humor poprawia sie do szescianu.
A co jesli zmierzy sie kilkadziesiat par i NIC???
Bo:
-za szerokie
-za toporne
-za waskie w lydce
-brzydka skora
-zle sie ukladaja
-zle leza w kostce i nie przylegaja odpowiednio
-nie sa na misiu (niewazne ze w Polsce sa sniegi i mrozy a nie wszyscy poruszaja sie samochodami)
-nie ma numeru
-sa za drogie (tysiaka nie dam za buty!)

Probowalam w sezonie, probowalam teraz (czyli juz po sezonie, swoja droga troche to paranoja, zeby w srodku zimy bylo juz po sezonie i wiekszosc butow zimowych byla wyprzedana) i nic.
A ja nie oczekuje wiele. Chce po prostu ladnych, prostych, skorzanych oficerek. Nie wiem dlaczego, ale producentom wydaje sie chyba ze mieszkamy w cieplych krajach. Bo wiekszosc butow jest cieniutkich podeszwach ktorych prawie nie ma, kroluja kozaki zamszowe (sic!), w ktorych panie wygladaja jakby wyszly z kolchozu, albo jakies beznadziejne buciki rodem z Kingsajzu, ewentualnie wysoki obcas.
No to na otarcie lez sobie kupilam 2 golfiki i zanosi sie na to ze kolejny sezon przechodze w starych kozakach....
poniedziałek, 11 stycznia 2010
W swieta telewizja nie ma dla nas dobrego wyboru. To w sumie dobrze, bo przeciez to czas, ktory powinnismy spedzic w gronie rodziny i przyjaciol i troche wiecej niz zwykle poswiecic czasu na rozmowy.
Tak wiec mamy co roku to samo: Keviny w domu, NY i innym Dallas, swiateczne edycje teleturniejow z celebrytami w roli glownej oraz w lepszym lub gorszym wydaniu koledy i pastoralki.

W ten misz masz wdarla sie jedna perelka,film oczywiscie o swietach, ale w cieply sposob opowiadajacy o tym czasie. To wlasnie milosc. Bajka o milosci, w roznych jej aspektach, dajaca nadzieje, ale tez pokazujaca, ze wiele zalezy od nas samych.
Fantastyczna plejada autorska i przede wszystkim- mnostwo scenek -perelek, ktore przeszly juz do historii kina.
-Jas Fasola pakujacy naszyjnik
-tanczacy Hugh Grant
- oswiadczajacy sie Collin Firth
-koles wyznajacy milosc Keirze Knightley
-Mia siedzaca na krzesle i zalecajaca sie do Alana Rickmana

Jesli ktos nie widzial- nawet jesli jest juz po swietach - polecam!


wtorek, 05 stycznia 2010
Dziewiatka zmienila sie w dziesiatke. Szybko, niepostrzezenie. Ten rok minal mi niemal blyskawicznie. Skonczyl sie kiepskim nastrojem i chandra. Jakims takim rozbiciem. Dzis na szczesie jest lepiej, powoli zanurzam sie w wir pracy.
Sylwestra spedzilismy inaczej niz to bylo planowane - miala by kameralna domowka ze znajomymi, jednak u nich sie troche pokomplikowalo i koniec koncow trafilismy do klubu, w ktorym sie niezbyt odnalazlam. Wole sylwestra spedzac albo na balu albo ze znajomymi w mieszkaniu, final byl taki ze wszyscy nie byli zbyt zadowoleni z imprezy i o 1 wyladowalismy u kolezanki, gdize bylo znacznie przyjemniej:)
Patrze na moje postanowienie z zeszlego roku i ... hmm. niestety totalna porazka. Nie dosc ze mi nie ubylo to jeszcze przybyl kilogram-dwa... CHyba mam za mala wole, a moze po prostu nie umiem sobie odmawiac przyjemnosci zywieniowych..;) Najbezpieczniej jest zwalic na leki, ktore biore a ktore przyczyniaja sie do tycia..
Coz, miniony rok przyniosl mi sporo zawodowych zmian, zupelnie niespodziewanych,pewne rzeczy potoczyly sie szybciej niz myslalam... A dzis znow jestem w rozterce, bo biore udzial w rekrutajcji do pewnej firmy, jestem juz po 3 spotkaniach... Pytam sie siebie, po co sie pcham, skoro nie chce, nie mam przekonania, ale jakas druga czesc mnie, mniej pewna siebie i bardziej wygodna mowi "tak byloby bezpieczniej"..
Coz, poczatek roku okaze sie decydujacy.
Poki co-wczoraj ruszylismy z remontem w salonie kosmetycznym jaki projektujemy. tempo szalone, mam nadzieje ze bedzie ok..
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42