Nie ma prawdy obiektywnej. Jest tylko subiektywna. I taką tu opisuję.
Blog > Komentarze do wpisu

Po kolędzie

Wczoraj nawiedzil nasze nowe mieszkanie ksiadz. Mozna powiedziec, ze mielismy szczescie, ze go zobaczylismy na ulicy, mielismy wiec czas zeby sie przygotowac (bialy obrus i koperta- to najwazniejsze!!). Nie chodzimy co niedziela do kosciola, jednak ksiedza zawsze przyjmowalismy, odkad mieszkamy razem.

Ksieza sa teraz bardziej otwarci i toleracyjni, przynajmniej w W. (i jak sie okazuje, w naszym malym W. teraz tez). Nigdy zaden ksiadz nie umoralnial nas, nie sypal nagan ani nie probowal agitowac. Ten wczorajszy zapytal tylko, czy planujemy slub koscielny. Zastanawiam sie, na ile to rzeczywiscie tolerancja, a na ile koniecznosc i chec uzyskania finansowej koledy.

Mysle ze po czesci jedno i drugie. Madrze myslacy ksiadz wiedzac, ze w obecenj rzeczywistosci z coraz bardziej postepujaca laicyzacja, nie bedzie mial zadnych szans gdy zacznie sypac moralami i oburzac sie na parafian nie zyjacych po bozemu. Takich jest teraz coraz wiecej i jego misja nie mialaby szans. Mysle ze gdyby choc raz przyszedl do mnie ksiadz i zaczal prawic kazania, w nastepnym roku juz bym nie wpuscila. Nie mialby zatem szans na nawrocenie grzesznej duszy, i musialby sie obejsc smakiem na moja kolede.

To co jednak mi sie nie spodobalo, to tempo w jakim wszystko zostalo zalatwione. Pierwsza koleda nowych lokatorow powinna wygladac inaczej. Jakas rozmowa, pytanie o zycie i proba poznania parafian- tak aby zachecic ich do coniedzielnego odwiedzania kosciola. Pozostawienie kartki z godzinami mszy to jednak za malo. Z drugiej strony wiem, ze parafia duza i ksieza maja do 'obskoczenia' wiele domow. Jednak kiedys, gdy kosciolow bylo mniej a i wiecej wiernych, jakos sobie z tym radzili. Jak sie chce to mozna...

Instytucji kosciola brakuje marketingu. Zeby dzis przyciagnac do 'produktu', jakim jest kosciol, trzeba cos wiecej niz pomstowanie, nudne kazania i blyskawiczne wizyty duszpasterskie. Trzeba dac pole do popisu mlodym,nowoczesnym ksiezom, rozumiejacych zasady rzadzace mediami, popytem i podaza i ogolnie pojetym 'rynkiem potrzeb spolecznych i duchowych'. Zmienic formule, popracowac nad struktura. Mysle jednak, ze to troche marzenie scietej glowy.

środa, 09 stycznia 2008, bergamotka11

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/01/09 09:14:15
Masz rację - brakuje młodych, otwartych na ludzi, a nie na koperty, księży. U mnie kolęda 16-go.
-
2008/01/09 13:39:02
Młodzi też są jacys tacy skostniali... Przyszedł do nas rok temu taki jeden, wyraźnie zakłopotany, nie wiedział o czym rozmawiać, zahaczył o dziecko, bo to było najprostsze. Choć cały czas miał do twarzy przyklejony usmiech, to widać było, że tzw. wizyty duszpasterskie do dla niego przykry obowiązek.
Księdza na luzie spotkałam w liceum. Organizował nam wycieczki do teatru Kwadrat w Warszawie. Zawsze był komplet. Sam ksiądz jeździł bez koloratki i sutanny , i udawał zwykłego nauczyciela - nie chciał robic sensacji. W szkole patrzyli na to niechętnie, ale zaden nauczyciel nie poszedł jego przykładem...
-
2008/01/10 07:49:26
Żeby krzewić wiarę i dobro, trzeba je nosić w swoim sercu.
-
2008/01/10 12:36:26
A ja się tak zastanawiam, po co przyciągać? Jedynym powodem jest kasa, bo prawdziwej wiary nie zaszczepisz nikomu siłą. A poza tym, czemu aż tak się upierać, by wszyscy bez wyjątku byli jednej wiary? Ba, w ogóle jakiejś wiary? Nigdy nie podobał mi się ten aspekt historii KK, to nawracanie wiernych, te misje itp. Ja wolę mały kościół, do którego wierni należą z potrzeby serca. I wierzą a nie tylko wypełniają obowiązek, bo co sobie sąsiedzi pomyślą.
Mam koleżankę należącą do jednego z kościołów zreformowanych - ich idee można akceptować lub nie, ich zasady życia mogą się nam podobać lub nie, ale to, co mi się u nich bardzo podoba, to szczera i czysta wiara. Jak ktoś ma wątpliwości, odchodzi lub się wstrzymuje.
-
2008/01/11 13:38:16
Nie rozumiem czemu z białym obrusem w parze MUSI iść koperta.
To w dużym uproszczeniu płacenie Panu Bogu za to że jest.
Zawsze mnie to wkurzało.
-
2008/01/13 17:45:33
Nie lubię wizyt duszpasterskich zwanych kolęda. Kiedyś pisałam o tym na moim blogu. Jeśli księża chca poznać swoich parafian, powinni umawiać się z nimi telefonicznie albo jakoś in aczej, ale przez cały rok. Wtedy przyszedłby do mego domu ksiadz, który byłby moim zaproszonym gościem. Moglibyśmy wypić kawę czy herbatę, może i coś mocniejszego. Zjeść kolację, porozmawiać. A tak, wejdzie, pomodli się, odśpiewa kolędę, nie wie o czym ma rozmawiac, weźmie kopertę i "zostańcie z Bogiem". Nie podoba mi się to. Pozdrawiam.
-
2008/01/13 19:50:57
Aha, tylko że wizyta księdza "po kolędzie" nie służy poznaniu wiernych. To, mam wrażenie, robi sie niejako przy okazji, no bo znajdź lepszy sposób na uzupełnienie danych (klasyczna biurokracja) o wszystkich wiernych w parafii. A celem jest przecież pobłogosławienie domu na nowy rok... tak przynajmniej zawsze mi się wydawało.
-
2008/01/13 20:45:32
taaak, zdecydowanie kosciolowi potrzebny jest dobry PR. tyle ze ze wzgledu na mocna hierarchicznosc z realizacja zawsze bedzie problem...
Mnie sie wydaje, ze wizyty POWINNY byc zarowno mozliwoscia poznania wiernych, rozmowy z nimi oraz blogoswawienstwem dla domu na nowy rok. To, ze przy okazji uzupelniaja kartoteki, specjalnie mi nie przeszkadza; w koncu proboszczowi jest potrzeba wiedza nawet i ta statystyczna o "grupie docelowej". Tylko w tym wszyskim brak serca i indywidualizmu, na ktory przeciez tak stawia wspolczesny marketing...
-
Gość: , 80.51.9.7*
2010/01/07 21:01:55
Zgadzam się z Tobą dziś większość księży przychodzi wyłącznie po kopertę nie po to by cokolwiek się dowiedzieć o parafianach. U nas w tym roku trafił się bardzo nieprzyjemny ksiądz który z pewnością zraził do siebie nie tylko nas ale wielu ludzi z całej dzielnicy..a poza tym nie powinien się wtrącać w to gdzie planujemy robić wesele bo uznał to za materialną głupotę a ślubu też nie weźmiemy w jego parafi bo jest po poprostu bardzo niesympatyczny.